Niepełność

To nie jest żadna całość

kawałki dłoni szarpiące za klamki

czoła za szybami samochodów

do znajomych pasujące twarzy

 

To nie jest żadna pewność

połowy płatków nie wiadomo

śniegu czy uszu

a jeśli uszu to kto ich sprawcą?

 

To nie jest żaden dowód

krzesło może należeć do snu

a stół do jawy która kiedyś

przyśni się w nowej aranżacji

 

Z pozycji chwilowo zajętej

widać nawet góry

myląco białe

na tle niejasnego ciągle nieba

 

Czas (nie)wolny

W drugim końcu pokoju piętrzą się sprawy do załatwienia. Nie patrzę, nie chcę widzieć nowych książek do przeczytania, mejli do odpisania, list zakupów do zrealizowania, ciuchów do wyprasowania, recept do wykupienia, wizyt do potwierdzenia, biletów do kupienia i innych kropek do postawienia.

Świadomość ich obecności dosłownie rozkłada mnie na łopatki. Przykrywam się kocem jak tarczą i próbuję nie myśleć.

Ale wszystko tam tkwi natarczywie i czeka na działanie, które podjąć mam sama, nikt przecież mi nie pomoże, bo moje sprawy to moja sprawa i tylko ja mogę się z nimi rozprawić, rozsprawić je mogę dla siebie, odnatarczywić ich silę przyciągania. Co robić? Zrzucić ciepły koc z rozleniwionego ciała i ruszyć do boju, czy trwać w bezruchu, bo przecież i tak wszystko jakoś będzie, bo być musi, przecież zawsze jakoś jest. Ostatecznie, to tylko życie, co może się stać? Przekręcam się na drugi bok i chłonę nicnierobienie. I nagle rodzi się bunt we mnie rozłożonej beztrosko na miękkich poduchach w romby.

Gdzie był czas, kiedy go potrzebowałam?

Pytam, całkiem poważnie, naprawdę nie żartuję. Tak nie może być, nie zgadzam się na kilka godzin, które mam w udziale, rzucono mi je i powiedziano, masz tyle i więcej nie dostaniesz. A ja pytam dlaczego? Kto to widział, żeby doba miała dwadzieścia cztery godziny? To za mało, żaden przyzwoity człowiek tego nie wykorzysta, przecież mam tyle do zrobienia, gdzie to wcisnąć, jak poukładać siedzenie w pracy, odkurzanie mieszkania, pisanie wiersza, czytanie książki, rozmowę na Skype, robienie zakupów i picie kawy ze znajomymi? Kto to widział, żeby tak wydzielać skąpo godziny, oddawać je jak jałmużnę ubogiemu? I potem jakie są efekty każdy widzi. Gramy te swoje role na szybko. Bierzemy każdy scenariusz jaki nam wpadnie do rąk, niczym zdesperowani aktorzy z podrzędnych teatrów. Chciwie pogrążając się w narzuconej bylejakości, udajemy, że dostaliśmy rolę życia.

Księżyc za oknem dwoi się i troi, a ja nie wiem (nie wiem!) czy zdążę. Czy chcę zdążyć, bo przecież tutaj chodzi o coś znacznie więcej. Nie leżę sobie ot tak z lenistwa, żeby nie było wątpliwości. Moje leżenie to wyraz głębokiego buntu, strajk wysoce egzystencjalny, wyrastający z poczucia niedokładności losu. Na razie tak zostanę.

Co do czasu, niech mija.

Być

„Co robić? Izolować chwilę jak rzecz i być szczęśliwym w momencie, kiedy się czuje szczęście, myśląc wyłącznie o tym, co się czuje, odrzucając całą resztę, odrzucając wszystko.”

Fernando Pessoa, „Księga Niepokoju”

Cienie

Prawdopodobnie nigdy nie weszłabym do tego baru, gdyby ona nie prosiła, żebyśmy się tam spotkały. Miał za małą przestrzeń, obdarte ściany, marną muzykę i zbyt czerwony szyld. Jedno z tych miejsc, które istnieją po to, by zabijać czas w prosty i tani sposób. Bar śmiertelnej obsługi. Zawsze byłam zdania, że skoro już marnuję cenne minuty, to przynajmniej dokonam tego w pięknym stylu. Dlatego do dopełnienia morderczej rutyny dnia codziennego, wybieram miejsca o zadbanych wnętrzach, otulonych ścianami o ciepłych kolorach, wypełnionych świeżymi kwiatami i sączącymi się w tle delikatnymi dźwiękami fortepianu lub saksofonu.

Czas, rzecz ważna. Zasługuje na godną śmierć.

W każdym razie idę tam, gdzie ona chce. Nie widziałam jej tak dawno. Dziewięć? Dziesięć lat? Daty z przeszłości przewracają mi się w głowie jak małe porcelanowe figurki, z których ktoś ściera kurz. Rola miejsca jest więc w naszym przedstawieniu zdecydowanie drugoplanowa. Poszłabym nawet na róg podrzędnych ulic, ławkę przed blokiem, czy do kawiarni w centrum handlowym, gdzie kawę miesza się drewnianymi patyczkami. Trawi mnie ciekawość.

Kim jest teraz? O czym myśli, kiedy myśli o mnie? Kim dla niej jestem? I o czym chce mi powiedzieć? Kiedy ja myślę o niej, widzę cienie tańczące na ścianie.

Wchodzę do baru pewnym krokiem. Jestem detektywem, kobietą o wyraźnym spojrzeniu i bystrym sposobie myślenia. Chcę rozwiązać zagadkę przeszłości. Zamawiam piwo grubym, inspektorskim głosem. Barman na kilka długich sekund zatrzymuje na mnie badawczy wzrok. Chrząkam, strząsając wypracowaną pewność siebie. Piwo podnoszę już bez rozmachu i powoli kieruję się do stolika. Nie ma jej jeszcze.

Co z niej pamiętam? Jasną, niemal przezroczystą cerę i delikatne ruchy. Każdy krok zdawała się stawiać z namysłem, jakby od tego gdzie stanie zależały losy świata. Kiedy mówiła, płynnym, aksamitnym głosem,  milknęliśmy. Nie miało znaczenia, jaki temat poruszała, słuchaliśmy jej jak urzeczeni. Mój mąż, a wtedy jeszcze narzeczony, uważał, że była trochę dziwna. Powtarzał mi to jak mantrę, a ja denerwowałam się, bo była dla mnie kimś wyjątkowym. Mieszkała z nami rok w trakcie studiów. W moich wspomnieniach o niej, przemyka biały kot, ale nie mam już co do niego pewności. Równie dobrze mógł być kotem sąsiadów, który czasem wślizgiwał się do naszego mieszkania i siadał na jej kolanach. A może jej tajemnicza natura każe mi teraz wyobrażać sobie, że miała kota? W pamiętaniu nie ma reguł. Nigdy nie wiadomo do końca, czy zapamiętana biel nie była jednak błękitem albo czy słowa padły czy tylko się pomyślały. I kiedy.

Otwierałam się przed nią bez problemów. Miała magnetyczne spojrzenie skłaniające do zwierzeń. Była jedną z tych osób, które biorą na siebie cudze problemy, żale i historie razem z całym ich ciężarem. Przyjmują, nie dzieląc się niczym. Wiedziałam tylko, że miała rodzinę w Niemczech, bo po roku studiów, zdecydowała się do nich wrócić. Dziwne. Coś w pamięci do niej wyraźnie mnie uwiera. Cienie. Mały niewyjaśniony epizod, który zapamiętałam, nie wiedzieć czemu, zaskakująco wyraźnie. Popijając piwo, staram się odtworzyć w głowie tamtą scenę. Ogarnia mnie lekki niepokój. Pewnego dnia wróciłam bardzo późno z jakiejś imprezy. Mój narzeczony był w górach ze znajomymi, a ona została w mieszkaniu. Starając się nie hałasować, zdjęłam cicho buty i na palcach weszłam do kuchni po szklankę wody. Z jej pokoju sączyła się ledwo słyszalna muzyka. Podniosłam więc głowę zdziwiona, że jeszcze nie śpi i zobaczyłam, że drzwi do jej pokoju są otwarte. Moim oczom ukazał się skrawek oświetlonej małą lampką ściany, a na niej rytmicznie poruszające się cienie. Przez chwilę stałam osłupiała, wpatrując się w ten zmysłowy taniec. W końcu otrząsnęłam się, zdając sobie sprawę z mojego bezwstydnego zachowania.  Szybko poszłam do pokoju i natychmiast zasnęłam, a następnego dnia obudziłam się wcześniej niż ona. Ku mojemu zaskoczeniu, nikogo z nią nie było. Pamiętam, że postanowiłam zachować się dyskretnie i resztkami sił powstrzymałam palącą chęć zarzucenia jej pytaniami. Miałam nadzieję, że sama coś powie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zachowywała się jakby nic się nie stało. Byłam na nią zła. Ja dzieliłam się wszystkim.

Tuż obok mnie grupka osób wybucha głośnym śmiechem. Rozglądam się, ale nie ma nikogo podobnego do niej. Jestem ciekawa jak teraz wygląda. Czy zachowała koci sposób bycia. Fakt, że ma dziewięcioletniego synka nie mieści mi się w głowie. Ona matką? Patrzę na zegarek. Spóźnia się już piętnaście minut. Przechodzi mi przez myśl, że powinnam zadzwonić, ale nie mam na to ochoty. Z głośnika damski głos krzyczy śpiewnie: Bez ciebie mam szklane łzy, szklane łzy, szklane łzy… Wyciągam papierosa. Natychmiast podchodzi do mnie młody mężczyzna i prosi o ogień. Już dawno nie widziałam kogoś o tak wesołym spojrzeniu.

– Nie przyszedł? – mruga do mnie. Może mieć najwyżej dwadzieścia lat  – Jego strata.

Uśmiecham się, a chłopak salutuje i odchodzi. W gestach jest podobny do mojego męża. Zadziwiające jak bardzo ludzie potrafią się powtarzać. Z pierwszym pociągnięciem papierosa przychodzi mi do głowy nasza ostatnia kłótnia. Jak zwykle poszło o jego znikanie. Z drugim pociągnięciem wdycham strach, że on kogoś ma. Z trzecim budzi się we mnie gorycz, że przecież zawsze tak było. Na czwarty nie mam siły. Nie mówił mi o tak wielu sprawach.

– Jak było? – pamiętam jak go zapytałam po tym jak wrócił z wyprawy w góry jeszcze w czasach studenckich.

– Gdzie? – zdziwił się.

– Jak to gdzie? – zdziwiłam się jeszcze bardziej.

Dużo było takich momentów drażniących jak zatrzaśnięte drzwi do domu, kiedy orientujesz się, że klucz został w środku. Pozornie nic nie znaczące zgrzyty. Nagle prostuję się na krześle. Muszę mieć straszną minę, bo barman, który akurat zahacza o mnie wzrokiem, pyta czy wszystko w porządku. Kiwam głową, że tak i proszę o kolejne piwo. Skrawki pamięci dopasowują się do siebie. Cienie nabierają kształtów. Dlatego wypowiadał się źle na jej temat, mimo że kiedy mówiła, zafascynowany spijał słowa z jej ust. Dlatego nie opowiadał o wyjściach w góry. Dlatego być może nigdy w nich nie uczestniczył. Dlatego wciąż się kłóciliśmy. Dlatego ona zniknęła, a on znika. Przygnieciona ciężarem ustalonej przez siebie prawdy, wypuszczam z ręki resztkę papierosa i chowam głowę w dłoniach. Duszno. Nagle całą napiętą chwilą wyczuwam jej nieobecność. Niech przyjdzie natychmiast i spojrzy mi w oczy. Po co mnie tu ściągnęła? Żeby powiedzieć jak bardzo jej przykro, że ona mogła mieć syna z moim mężem, a ja nie? Głośne serce. Nie wytrzymam tego dłużej.

I wtedy wbiega ona. Zdyszana rozgląda się i łapie mnie spojrzeniem. Nie ma w niej kocich ruchów, przytyła, spowszedniała. Ma krótkie bezbarwne włosy i poszarzałą cerę. Jakim cudem ją rozpoznaję?

– Przepraszam Cię bardzo – tylko głos. Głos się nie zmienił. Płynie z melodyjnym wdziękiem. Dwóch mężczyzn podnosi na nią wzrok znad kufli. Z satysfakcją zauważam, że ich ciekawość gaśnie, gdy widzą jak wygląda. – Miałam po drodze najdziwniejsze przygody, jakie tylko można sobie wyobrazić, a w dodatku rozładował mi się telefon. Tak się cieszę, że cię widzę – uśmiecha się, a ja nie potrafię zdobyć się na wzajemność. Nowo zrodzona myśl paraliżuje mnie. Nie chcę tu już być. Barman strąca na podłogę kieliszek. Wszystkie spojrzenia zgodnie zbiegają się w odłamkach szkła. Tylko ja nie patrzę. Moją uwagę przechwytują tańczące dawno temu cienie.

Czyje?

Koncentracja? A co to?

Kiedy nikt nie patrzy przewijamy sobie życie. Skaczemy od mejli do głupawych filmików, zahaczając sprawnie o Fejsbuka. Dajemy się odbierać telefonom, święcie przekonani, że to my je odbieramy. Wkręcamy się w reklamy jak w dobre kino. Niczego nie czytamy do końca i niczego nie wiemy na pewno. Nasz naturalny stan to stan podwyższonej gotowości. Nie przestajemy klikać, odpisywać, oceniać, gapić się w błyszczące literki, zdjęcia i nagłówki artykułów. Przestać, znaczyłoby odpuścić, a rezygnacja jest zabroniona. Jesteśmy wszędzie naraz i nigdy nas nigdzie nie ma. Myślimy szybko i niechlujnie, bo musimy coś przejrzeć, dodać, sfotografować, sprawdzić. Tu nie ma czasu na myślenie, tu się działa bez wytchnienia. Całodobowo.

Przez okno widzę starszą panią zagłębioną w lekturze. Patrzę z zazdrością. Siedzi na ławce, a na kolanach ma książkę. Wokół niej biegają dzieci, krzycząc coś do siebie i odbijając piłkę. Niedaleko słychać sygnał karetki i odgłosy ulicy. A kobieta czyta niespiesznie, bez oderwania. Patrzę jak urzeczona. Ja już tak chyba nie potrafię. Urodziłam się w czasach, w których rozprasza wszystko. Mam przeczucie, że w przyszłości słowo „koncentracja” opatrzone będzie przypisem, a dla dzieci w szkołach najtrudniejsze okaże się pytanie:

Koncentracja to:

a) napój energetyczny

b) nowy język programowania

c) choroba zakaźna

d) umiejętność skupiania uwagi na jednym aspekcie rzeczywistości typowa dla istot myślących, której zanik odnotowano w XXI wieku. Do głównych przyczyn utracenia wspomnianej zdolności zalicza się (bezwzględny) nadmiar (absolutnie) wszystkiego.

Ale nie mogę już dłużej myśleć o tym samym. Czas nagli, a ja czuję, że muszę (muszę) dotknąć laptopa. Pooglądać skaczące obrazki i melodie poprzetykane durnymi reklamami.  W wolnym czasie mam same pilne sprawy. Nic nie może czekać. Moje zmęczone oczy przebiegają po linijkach tekstu. Kto to widział pisać takie długie mejle?! Czy ludzie nie wiedzą, ile ja jeszcze chcę zrobić? Skupiam się na pojedynczych słowach. Zlepiają się w kontekst, który nazywam sensem. Odpisuję szybko, nie wiem czy na temat. Dzwoni telefon. Odbieram i pozoruję słuchanie. Przyciskając słuchawkę do ucha, włączam filmik polecony przez znajomego. Trwa aż osiem minut. Przewijam skaczące kotki i pieski. Dociera do mnie, że filmik jest śmieszny, więc wysyłam koledze wirtualny uśmiech. Mruczę coś w słuchawkę dla podtrzymania rozmowy i odpisuję znajomym na czacie. Przesyłają mi zdjęcia, więc oglądam je. Nagle komputer gaśnie. Szybko się rozłączam z moim rozmówcą i zaczynam skakać wokół laptopa jak wokół dziecka. Poprawiam, dociskam, proszę i grożę, ale on pozostaje niewzruszony. Wyczerpana opadam na kanapę. Przez okno widzę, że starsza kobieta na ławce nadal czyta książkę. Uśmiecha się lekko, a jej twarz przepełnia spokój. Też tak chcę. Ze stolika podnoszę gazetę pokrytą delikatną warstewką kurzu. Kupiłam ją dwa tygodnie temu, ale komputer nie dawał mi czasu na czytanie. Przeglądam i znajduję ciekawy artykuł. Pierwsze zdanie czytam do końca. A przy następnym uświadamiam sobie, że od rana boli mnie głowa. Przypominam sobie, że miałam zapisać się do lekarza, że nie kupiłam prezentu urodzinowego dla przyjaciółki, że w radiu mówili o roztrzaskanym samolocie. Ile osób zginęło? Sięgam po smartfon. Chcę to sprawdzić. Gazeta zsuwa mi się z kolan jak spłoszony kot. Sprawdzam przy okazji, do której będzie jutro otwarty butik, pójdę po pracy albo nie lepiej w weekend, ale w weekend przecież jestem umówiona, a może gdybym zamówiła przez Internet, co ja właściwie miałam sprawdzić, a tak samolot, ciekawe czy komputer już będzie działał, może gdybym zresetowała go jeszcze raz… Podnoszę się z kanapy i nagle kręci mi się w głowie. Jest mi słabo. Niech mnie ktoś wyłączy.

Ale ale, o czym to ja pisałam? A tak, koncentracja. No właśnie. Czy naprawdę nie da się już nic w tej sprawie zrobić? Czy jesteśmy zdekoncentrowani od stóp do głów i już nam tak zostanie? O przepraszam, muszę odebrać wiadomość.